Stal Nysa nie zdołała z Będzina przywieźć korzystnego wyniku. Jeden wygrany set nie wystarczył, aby dopisać do ligowego konta choćby punkt. Pierwszego seta dość łatwo wygrali gospodarze, po którym objęli prowadzenie 1-0. Druga odsłona rozpoczęła się po myśli Stali, przyjezdni objęli prowadzenie i odzyskali wiarę na zwojowanie Będzina. Zapału nie starczyło jednak na długo. Po wyjątkowo długiej końcówce, w której szansę na jej zwycięskie rozstrzygnięcie miały obie drużyny, ostatecznie seta wygrał Będzin 32-30.
Siatkarze Stali Nysa nie dali rady zespołowi z Lubina i przegrali z MKS-em 2-3. Na osłodę pozostaje jeden zdobyty punkt za dwa wygrane sety. Po dwóch setach Stal prowadziła 2-0, a styl, w jakim wygrała drugi, nie dawał gościom żadnej nadziei na odwrócenie losów meczu. Lubinianie jednak w trzecim secie zaczęli skutecznie punktować, a gospodarze jakby zapomnieli siatkarskiego fachu. W efekcie kolejny set wygrali goście, a następnie kolejne dwa i ostatecznie wygrali przegrany już mecz.
Stal Nysa znowu przegrała. Co gorsza po raz kolejny stało się to przy ulicy Głuchołaskiej. Tym razem przyszło nysanom uznać wyższość zespołu Wyszka. Niepokojące już są te wyniki. Wprawdzie przed sezonem istniały obawy, że z powodu braku awansu do PlusLigi, który siatkarze Stali na parkiecie wywalczyli, może spaść ich motywacja. Ale nikt nie myślał, że Stal będzie zajmować pozycję zagrożoną spadkiem.
Co się dzieje z siatkówką? Rozgrywki stają się coraz bardziej komercyjne, o wynikach nie przesądzają już boiskowe dokonania, ale budżet klubu, do I ligi można zgłosić drużynę z marszu, tylko patrzeć, jak klubową kasą będzie można "kupić" mistrzostwo kraju, a liga zadebiutuje na giełdzie i to inwestorzy będą decydować o kolejności w tabeli.