Jak do gwiazd na niebie daleko
gdy, choć ciemno, nigdy nie zapada noc
to dla Ciebie, tak blisko przy moim boku
świat mój daruję Tobie, i całą jego miłości moc
Miłe przecież i łagodne jest imię Twe
I wspaniałe spotkanie, aż żyć się chce
Razem przez łąki wędrować i łapać w włosy wiatr
Echo pozdrawiać i w oczach Twych widzieć świat
Leśnym zachodem, w słońcu naznaczać kolejne dni
(Lub jeszcze cudniej, by się spotykać w nich)
Aż tak potężnie, znajdować miłość aż w nich
Jeśli to nie dlatego, że tylko przez traf
jeśli Twe oczy, spojrzenie i cały wokół świat nasz
nie znajdę nic więcej, nic piękniej nad wejrzenie Twe
czy wtedy przystaniesz, czy rozłożysz na wietrze włosy swe?
Tak cudnie, tak śmiało przychodzi przyjąć Twój wzrok
tak przecież odważnie, choć świat pokrywać zaczynał już mrok
że z chęci jeżeli, jeżeli z serca wyrwałaś ten gest
nie zamknij go, lecz roztwórz - on tutaj już teraz jest
I jak w rysach Twych, w wietrze faluje Twa twarz
jakby mówiła - dla Ciebie przecież, weź mnie, masz
i nie wiedziała, czym wieczór ten nazwać, że nazwać go nasz
I w oczach Twych, jakby perłach z najgłębszych mórz
szczęścia i radości, za uśmiechem ukrytych złóż
tak dużo i pięknie, jakby poukładała miłość w nich już ...
Tymi dniami, gdy słońce zza drzewa wygasza swój blask
schylając się przygasa i niebu dodaje nowych gwiazd
gdy z kartką papieru zostaję, kawałkiem myśli Twych
słowami paru i jakby cząstką Ciebie wśród nich
zamykam oczy, nie pragnę wtedy więcej nic
uśmiechać się słońcu - przecież nie chciałem tu być
Kreśląc słowa, co zostaną, co w daleki pójdą świat
z tą nadzieją, że przetrwają przecież wiele lat
chociaż nie wiem nawet, czy na długo, jak i gdzie
ująć Ciebie, jak gwiazd w niebie, to nie powiem przecie nie
z tak daleka wrócić jakby, choć na parę tylko chwil
na ten koszmar, by na nowo, choć na jutro aby nabrać sił
A gdy potem poprzez pola, poprzez lasy, ile tylko tchu
nasze myśli wypływają, pomykają, by powrócić znowu tu
spotykają się gdzieś w drodze, kiedy słońce nawet ścisza blask
wstaje wtedy i rozbłyska w dali jakiś cichy brzask
że choć nie z miłości wyjechałem przecie, że nadzieje zostawiłem same Twe
to nie powiem przecie, kiedy wspomnisz, kiedy zechcesz -
- to nie powiem wtedy nie
I liked her though I didn't know why
talking to her felt quite myself
she brought some reasons to enjoy my life
for no special purpose just feeling so safe
I used to chat, to hear that voice
to listen to them, then feel all right
she'd teach me, as if to make a choice
and soon when she'd gone, used to fall in night
Those nights would come to me, last long till dawn
would fill me with something that looked my own
whichever was true wouldn't matter at all
cause I liked her, for what though - I don't know
Gdyby nie zostało ponad wieczora nic
Radości zabrakło i nadzieja gdyby przestała się tlić
Onego czasu przecież na nocnym szlaku gwiazd
Byłoby smutno, gdyby zamrozić wesela czas
Ale to wtedy, kiedy wspomnieć przecież imię Twe
Raczej niż w mroku stąpać wystarcza, to wiem
Echem, że gdy wraca, przywodzi wspaniałą wtedy wieść
Kochać by nad wieczór, by nad wszystko, i by nocne
gwiazdy odtąd dalej razem nieść
Czymże zasłużyłem sobie, czym Cię nie szukałem?
w sercu tak prosto i tak głośno wołałem
sny układałem i czym Cię jeszcze nie spytałem
że tak wiele, tak długo, i nie doszukałem
Czy w słowach zbyt słabo przygarniałem nieba
i zbyt prosto nazywałem kawałkiem chleba
czy zbyt pięknie ubierałem Twoje kształty w kwiaty
i w miłości układałem światy
Czy mówiłem zbyt mało, drżałem zbyt wiele
że nie zległem, i nie podszedłem, by uśmiechnąć się śmielej
że wcale nie szedłem, że ani razu nie wstałem
czy w tym nie dostałem, w tym nic nie poznałem?
Więc gdy kiedy? ulica mi strząsa pytanie
to komu? rozgłaszam światu dociekanie
i jak echo, co bezdźwięcznie do serca powraca
drogą i postacią niczyją skarb ten me kroki ubogaca
zasypuje niebem, gwiazdami spod nóg wytryska
płaszczem okrywa i mieści - zaufaj mi - bliska
i tyle, że na żadnej z tym skarbem przystani
ni słów, ni oczu nie znajduje, i nie nuci - wybrani
Nie skrywa zaproszeń, marzenia spłukuje z twarzy
z dłoni kwiaty rozprasza i nie przyuważy
że wszystko w nich, pragnienia i życie moje
i nie znajduje, i nie składa miłości w nich Twojej
Lecz Ty trwasz, Ty znasz i wianki rzucasz na wodę
i w gwiazdy spoglądasz, i pomnażasz swą urodę
i Ty wiesz, że nazwać trzeba kawałkiem chleba
nazwać rąbek, by pokochać i zerwać błękitnego nieba
Nie przestajesz sączyć z słów, co nie wybrzmiewają
nie ustajesz, lecz rozumiesz, gdy pod oknem Twoim przemykają
że dla Ciebie, kiedy wzdychasz, rozstapiają się w Twym domu
zgasłym wzrokiem, niemym słowem, i pytają - komu?
Że dla gwiazd wracają, dla nich bajki nucą
i tak bardzo się potem smutno smucą
że z przesłaniem płyną, z zaproszeniem, z Tobą
obok Ciebie przecież, i zawrócić, i pokochać nie mogą
Nie potrafią się odnaleźć, schwycić i zachować
małej iskry i nadziei jej rozpieczętować
gdy ilekroć ta nadzieja rozbłyskuje z mego domu
wraca zawsze, zasmucona - komu?
Wczoraj, tak po prostu
nie dowiedziałem się, czy to był traf
że od czasu pewnego znajduję ten ślad
Wczoraj, po prostu, nie doczekałem się
gdy ujrzałem Cię
Bo jakby ptak na niebie
niecodziennie znajdywać tak
głos zamglony, tak by Ciebie
nie wiadomo, więc powiedz mi jak
Bo wczoraj, tak po prostu
Świat wręcz wywracał się
zapraszając do Ciebie, a może i nie
i nie było siły, by poznać czy już
nie było, by znaleźć, czy to już tuż tuż
Bo jakby ptak na niebie
nie dosięgniesz, chyba że dla Ciebie
nie można dostrzec, czy zostaniesz tu
Lecz jeśli zawołasz, to może zawróci
i zanuci melodię - jestem twój
Byłem tu przed dnioma paru
kołatałem, gdy słońce wschodziło
już wtedy dostrzegałem pomału
że kwiat tu zakwitał, zakwitał aż miło
Chodziłem wtedy tymi drogami
ptaki na niebie niosły mój triumf
i przecież między mymi stopami
księżyc skrywał swój nów
I nieba głębia tuliła ramiona
zieleń dokoła skrywała swe łzy
jak wieczność - w tym dniu uwieczniona
najskrytsze swoje zdradzała sny
Lecz dzisiaj, gdy myśli mi nastaje
i ochota zostaje
i nadzieja dodaje
nie starcza mi słów
jak schować się pod księżyca nów
i gdy nadejdzie znów
zakrzyknąć - kochany mój
Jestem Twój!
Jak wtedy, gdy mnie nie znałaś
a głos Twój milczeniem zastygał
nie znałaś, że dlatego mnie poznałaś
że Bóg to spotkanie nam przydał
I gdy w gwiazdy potem spojrzałem, wsłuchałem się w wiosnę
na pola wyszedłem i kamyk nad wodą podniosłem
nie zostało mi wtedy na nic więcej już miejsca
lecz naszego tylko, samotnego, a wspólnego przecież szczęścia
Bo nie znałem, nie mogłem, i proszę nie miej do mnie żalu
że nie mówiłem, ani razu nie wskazywałem tego daru
bo na łąkach, gdy wznosiłem w ciszy me marzenia
to Ty je budowałaś, a mnie nie starczało już do ich spełnienia
Więc jeśli wierzysz, jeśli pragniesz, to podnieś oczy ponad wiosną
sercem podbuduj, marzeniom pozwól, niech Cię w bajkę poniosą
celem nazwij, spontanicznym a szczerym jednak gestem
że od początku wspomnij, że ciągle tutaj jestem
I jeśli marzenia tego jesteś znad łąk wschodzącym kłosem
snu kawałkiem i jego przeszywającym głosem
i jeśli nim samym - to weź ten kwiat złocisty
w dłonie go ujmij i zobacz, jak przy Tobie zabłyszczy
Czy mógłbym przystanąć, wpatrzeć się w siną dal
usiąść u boku, wyczytać przyszłość z kart
spytać czy mógłbym, w oczach Twych ujrzeć blask
na dłoni uchwycić i zatrzymać czas
Tak przecież niewiele cudownych w życiu chwil
gdy w gwiazdach naszych sploty ulatają sił
co nieba, by złożyć, by w włosów wpleść nocnych Twych
cudu miłości i zatopić się w nich
Więc czy mógłbym, zaczekaj, odwrócić się chciej
spojrzyj ulotnie, i nie zasmucaj się
wieczora oddechem, zapachem jesiennych drzew
i oczu zbłąkaniem - czy słyszysz ten śpiew?
Tam gdzie noc jesienna miniony naznacza dzień
a ziemię okrywa, i cichy utula cień
wśród kroków gdy Twoich wplątuje się czar
ten śpiew się rozlega i brzmi milczeniem i ofiaruje dar
Więc czy znów się zapytam, czy mógłbym uśmiechnąć się w nim
w czar włosów Twych, i oczu spojrzystych zarzucić się z nim
spytać jak dobrze, owionąć, zakochać w nim świat
i w dłonie by ująć, do gwiazd pofrunąć, z wieczora wspaniały ukochać kwiat
Jak wiele przecież cudownych w życiu chwil
w tej jednej gdy tylko, jedynej gwiazd tyle miłością śni
do szeptów gdy wszystkich, najskrytszych, tych z serca dna
uniesień tyle i pragnień, i marzeń wielkich po niebie gna
A ja, gdybym tak zwykle przebudził ten sen
i znowu, jak wtedy w oczęta wieczorne spojrzał Twe
nie mógłbym już milczeć i skrywać, i chować się w mrok
lecz przysiąść zapragnął, i oczarować, pokochać ten chciałbym wzrok
Boć chyba przez życie mię dotąd wiódł szlak
dotąd mi niosło, wśród gwiazd układało nam ziemi tu ślad
by dziś tu przystanąć, zastukać, zapatrzeć się w dal
i spytać czy dla mnie, czy dla nas
wyrasta tej nocy jesienny czar?
Byłem tutaj, przychodziłem wiele razy
i zawsze jakby szukałem jakiejś twarzy
by być tutaj, znajdywać bliskie uśmiechy
wspomnienia zostawiać, podziwiać znajome strzechy
łąkami tymi pachnieć, rozbrzmiewać kościelnym dzwonem
i nade wszystko by nie zapomnieć - i by wrócić w tę stronę
Ilekroć podziwiałem i kochałem przecież te ulice
te pola zlęknione i ich zapach blady o świcie
wspinałem się, radowałem i cieszyłem się ich dźwiękiem
ich jakby ulotnym nasycałem się lękiem
szeptanie schwytywałem i upajałem się ich czarem
bo tu ciągle rozbrzmiewało i wołało stale - razem!
Więc kiedy tu wracałem, to zawsze z sercem nowym
ze świeżością konwalii i z zamiarem diamentowym
by raz jeszcze posłuchać, by znowu poszukać
i do drzwi diamentowych, serduszka tam zapukać
zaglądnąć do wnętrza, zapalić w nim małą iskierkę
i blasku jej, ciepła, miłości z niej - uczynić więcej
Lecz nie tyle starczało mi zawsze uśmiechu
głębi, pokory i nie znajdywałem tyle szeptu
jak tkliwości i ciszy wśród nocnej poświaty
jak czułości, i delikatności aksamitnej szaty
jak oczu spojrzeń za diamentowym sadem
by zapytać, zastukać i by zabrzmieć - razem?
Bo Ty przecie znasz tych dzwonów wspaniałych dźwięki
zapach tych pól i ich opowiadań wdzięki
Ty znasz te szepty, nieśmiałe ich ciche brzmienie
tę świeżość konwalii i ich prawdziwe powonienie
znajome dachy, do drzwi stukanie i znasz wreszcie to pytanie
co słów mi nie brakuje i szeptów nie starcza - iskierki rozpalanie
Bo gdyby słońce uśmiechać się mogło, i gdyby mogło więcej
i wiatr szumieć mocniej, i gdyby wzdychać mógł jeszcze częściej
a trawy wołać i gdyby umiały o miłości opowiadać
a chmury gdyby o przyszłości potrafiły przepowiadać
przecież zaprosić wystarczyłoby tylko, i spojrzeć ku tym cudom
i czary te wszystkie poprosić - i przecież się zbudzą!
Rozdrzemie się woń wśród kwiatów i nieśmiałych szeptań
i słońca krąg rozsnuje z zalęknionych czekań
więcej mógł będzie i o każdy opowie pukaniu
zapytasz ledwie - a z chmur zaszumi o iskierki rozpalaniu
i jeśli nie wierzysz jeszcze, czym me sny się tutaj nasycają
to wyjdź na te pola i łąki, i usłysz jak o kochaniu ciągle wspominają
Jak śpiewają cichutko, jak szepcą skrycie
jak woń diamentową rozsnuwają o świcie
o uśmiechach wołają, ich misternym lęku
i w dzwonów kościelnych jak zatapiają się dźwięku
nie przeoczysz przecież tak wielkiego zapamiętania
i radości wreszcie, tej nagrody znajdywania
Nie zaprzeczysz przecie, że tak świeżo wszędzie
że gdy pozwolisz, to i słońce uśmiechać się będzie
że ciche szeptanie te brakujące nawet dopowie słowa
i że spytać tylko trzeba, zastukać od nowa
czy za tymi progami, za tym diamentowym sadem
czy iskierka rozbłyśnie, czy zapłonie i powędruje razem
Czy zapomnisz mi ten dzień
gdy jak łabędź osunęłaś się w cień
i gdy brakło Ci już sił
spojrzałaś w oczy mi
a we wzroku Twoim krył się strach
i lęk spozierał i zasmucał twarz
Czy zapomnisz mi ten gest
gdy przysiadłem i spojrzałem w oczy Twe
gdy zwróciłem, i ująłem rękę Twą
wtedy Ty powstałaś i ujęłaś mą
i wtedy stał się jakby cud
ja przy Tobie, Ty koło mnie - między nami Bóg
Czy zapomnisz mi ten sen
co śnił mi się i pokazywał tamten dzień
gdy we wzroku Twoim mogłem ujrzeć świat
świat nadziei, i wspaniały życia szlak
gdy spojrzałaś wtedy w oczy mi
i ujrzałaś - więc odpowiedz, nie zapomnisz mi?
To tutaj, w sercu samym miłość przychodzi na świat
skarb i radość - i tak już jest od lat
każdego roku, pod każdą gwiazdką na nowo rodzi się
by podejść do Ciebie, ogarnąć, przytulić i pokochać Cię
To tutaj, w samym sercu miłość wytryska Twa
niezmierzona, wspaniała i jedyna jak w Twych snach
jak kiedyś, gdy blaskiem swym rozpraszała noc
bo przecież tak wielka i tak potężna jaśniała w niej moc
że nie sposób inaczej, nie można przecie ogarnąć jej
jak tylko ramiona roztworzyć i zapragnąć - no, pokochaj mnie
Bo w sercu samym, w Twoim sercu, w Twoim i w mym
przecież to prawda, tam mieszka miłość w nim
jak pod gwiazdką Twoją, jak w Twoim śnie
to przecież prawda, tam przecież miłość narodzić się chce
więc jeśli pragniesz, jeśli kochasz, ufasz, nadzieję pokładasz i jeśli wierzysz mi
to odłóż troski i zmartwienia swoje choć na parę tylko dni
i pomóż, razem, niech pod tą gwiazdką, tą, co serduszko złote w środku ma
nowa miłość niech ożyje i połączy serca dwa