W słoneczne popołudnie 1 października w Nysie miejscowa Polonia podejmowała Pogoń Prudnik. Przed meczem uważałem, że zdecydowanym faworytem są goście. Obydwie drużyny widziałem już w tym sezonie. Polonię oglądałem w meczu z jej imienniczką z Głubczyc, który zakończył się kompromitacją nyskiej drużyny, która grając z przewagą jednego zawodnika przegrała 1-6. Pogoń natomiast widziałem w wygranym przez nią meczu ze Spartą Paczków 4-1. Na stadionie w Nysie pojawiło się około 250 widzów. Sporo osób było z Prudnika, w tym 4 osoby z szalikami klubowymi.
Dziś zaliczyłem kolejny stadion (boisko) w okolicach Nysy. Byłem w Chróścinie Nyskiej i pooglądałem mecz A klasy, w którym miejscowy Ogrodnik gościł zespół Agfy Prusinowice. Przed tym meczem oba zespoły plasowały się w środku tabeli ligowej. W zespole gości kapitanem drużyny był wójt gminy Pakosławice. Rzadki to przypadek, żeby taki urzędnik czynnie uprawiał sport. Okazało się, że na boisko nie jest łatwo trafić. Na meczu było około 210 widzów. Wielu miało petardy, które często wybuchały w czasie trwania spotkania.
Po wizytach w Czechach i na Górnym Śląsku przyszła pora na Dolny Śląsk. Wybór padł na Orzeł Ząbkowice Śląskie. Już w poprzednim sezonie wybierałem się na ten zespół. Orzeł bronił się wtedy przed spadkiem z IV ligi dolnośląsko-lubuskiej. Tymczasem przed tą kolejką był na czele tabeli. Arka z kolei zamykała tabelę. Spodziewałem się ciekawego dopingu, bo ze strony klubowej dowiedziałem się, że kibice Orła to równocześnie kibice Śląska Wrocław. 45 minut przed meczem zawitałem z żoną pod stadion. Okazało się, że boisko jest w głębokiej niecce. Kiedy z żoną weszliśmy to był jeszcze pusty. Już na rozgrzewce żona moja dostrzegła, że goście są wyraźnie słabsi i praktycznie się nie rozgrzali.
Drugi raz w tym tygodniu zorganizowałem sobie piłkarski wyjazd do Czech. Tym razem wybrałem się do Zlatych Hor. Miejscowy FK Zlate Hory gra w czeskiej V lidze. Po dotychczasowych pięciu kolejkach był na V miejscu w lidze.
Dziś, czyli 3 września 2011 roku, gościł lidera, czyli FK Kralice. Był to więc mecz na szczycie. Nigdy wcześniej nie byłem na stadionie w Zlatych Horach. Dobrze, że na początku miejscowości zapytałem o stadion, bo znajduje się przy pierwszym zakręcie w lewo, a nie widać go z drogi. Wchodząc na stadion zakupiłem bilet w cenie 20 koron i program w cenie 5 koron. Program meczowy w V lidze – nieźle. Okazało się, że stadion to zadbany kameralny obiekt.
Od dłuższego czasu planowałem, że pojadę do Mikulovic na mecz Pucharu Czech, ponieważ do tej miejscowości miał przyjechać pierwszoligowiec z Teplic. Spodziewałem się ciekawego i zaciętego spotkania. Liczyłem nawet na sensację, ponieważ w tamtym sezonie dwukrotnie widziałem w akcji piłkarzy z Mikulovic i wiedziałem, że ambicji im nie zabraknie. Na mecz przyjechałem o 15.30, czyli półtorej godziny przed czasem. Kiedy podjechałem pod stadion okazało się, że jest tam mnóstwo kibiców.
Długo nie mogłem się zdecydować na jaki mecz 27 sierpnia pojechać. Najpierw planowałem pojechać do Ostrawy na Banik. Potem do Ząbkowic Śląskich na mecz Orła. Ostatecznie zdecydowałem się na mecz Odry Opole ze Szczakowianką Jaworzno. Zadecydowało o tym to, że wyczytałem, że pod względem kibicowskim będzie to najlepsze spotkanie jesienne w Opolu. Godzinę przed meczem byliśmy z Elą pod stadionem.
I znowu trafiła mi się piłkarska środa. 24 sierpnia pojechałem na derby do Dobrzenia Wielkiego. Tam miejscowy TOR podejmował Odrę Opole. Był to mecz w ramach IV ligi opolsko-śląskiej. Teoretycznie faworytem meczu powinna być Odra. Jednak przed pierwszym gwizdkiem zespół TOR-u miał 1 punkt więcej. Do tego grał u siebie. Wjeżdżając do tej wsi (to nie złośliwość) przywitała mnie dwujęzyczna tablica. Po niemiecku ta miejscowość nazywa się Groß Döbern. Dwóch panów siedzących niedaleko mnie rozmawiało na meczu ze sobą po niemiecku.
20 i 21 sierpnia oglądałem mecze lokalnych lig w okolicach Wodzisławia. W sobotę byłem na meczu Górnik Pszów - LKS Górki Śląskie, a w niedzielę oglądałem spotkanie Startu Mszana z Olzą Godów. Miałem ochotę jeszcze na dwa sobotnie mecze, ale pojechałem w tamte strony na uroczystość rodzinną i byłoby lekkim nietaktem udać się w tym czasie na mecze. O 17.00 Start II Mszana podejmował reaktywowaną przez kibiców Odrę Wodzisław, która gra teraz w C klasie. Natomiast o 19.30 ROW Rybnik grał z MKS Kluczbork. Oglądając te dwa mecze porównywałem je z podobnymi meczami w okolicach Nysy. Piłkarsko wydaje mi się, że mecze, które zobaczyłem były lepsze od tego, co mam u siebie. Oczywiście porównując je z meczami tych samych lig. Organizacyjnie to przepaść. Na korzyść rejonów Wodzisławia. Mam na myśli wygląd stadionów i organizację spotkań. Tylko frekwencja na podobnym poziomie.
Kibice piłki nożnej mieszkający w województwie opolskim mają blisko na mecze odbywające się w Czechach. W ciągu ostatniego roku byłem na czterech meczach w tym kraju. Trudno na tej podstawie uważać się za znawcę czeskiego futbolu. Zobaczyłem jednak cały przekrój czeskiej piłki, bo byłem na meczu Gamrinus Ligi (najwyższa liga), na dwóch meczach IV ligi i na jednym meczu najniższej ligi (VIII liga). Pod wieloma względami te mecze są lepsze od naszych. Przede wszystkim na czeskich stadionach sprzedają alkohol. Nie tylko piwo, ale nawet różne wódki. Wcale z tego powodu nie ma tam pijanych.
Po kilku wyjazdach w kraju i zagranicą doczekałem się startu lig regionalnych. 13 sierpnia o 12.00 w Otmuchowie zainaugurowano mecze IV ligi opolskiej, czyli tak naprawdę V. Była to stuprocentowa inauguracja, bo inne mecze w tej lidze zaplanowano na 17.00. Mecz ten zapowiadał się interesująco, bo do Otmuchowa na mecz z Czarnymi przyjechała Sparta Paczków, a to oznacza, że były to derby powiatu nyskiego. Ponadto Czarni są beniaminkiem, który po kilku latach gry w lidze okręgowej powrócił do IV ligi. Oprócz aspektu czysto piłkarskiego, byłem ciekawy, czy przeprowadzono remont obiektu, bo gdzieś wyczytałem, że miały być montowane krzesełka. Interesowało mnie też, czy miejscowi kibice zorganizują doping, bo zrobili na mnie dobre wrażenie w czasie finału regionalnego PP w Chrościcach, gdzie prowadzili niezły doping, m.in. z zużyciem bębna.
Groundhopping to inaczej turystyka stadionowa. Polega to na „zaliczaniu” kolejnych stadionów. Groundhopper uważa stadion za zaliczony, jeżeli zobaczył na nim mecz. Inaczej mówiąc taki turysta stadionowy „kolekcjonuje” stadiony. Podobnym hobby jest groundspotting. To polega na zaliczaniu pustych stadionów. Groundhopping narodził się w Anglii. Nazwa ta powstała z dwóch angielskich słów: ground (football ground - boisko piłkarskie) i hopping (podskakiwanie, skakanie). Krótko mówiąc „skakanie” po stadionach. Groundhopper ogląda mecze od C klasy do finałów MŚ, czyli praktycznie wszystkie. Często wybiera mecz niższej ligi. Hobby to najbardziej rozwinęło się w Anglii i w Niemczech. W Anglii jest np. ekskluzywny klub groundhopperów, do którego mogą należeć Ci, którzy zobaczyli mecze na 92 stadionach, drużyn, które grają w ligach centralnych. Sławę zdobył jeden śmiałek, który zaliczył to w jeden rok. Wziął w tym celu roczny urlop bezpłatny.
Czytaj więcej: Metalowiec-Plon 1-2 w meczu na szczycie w Łambinowicach
W Karłowicach Wielkich odbył się mecz nyskiej B klasy (grupa III), w którym LZS Karłowice Wielkie grał z LZS Łąka-Jodłów. Przed tym meczem gospodarze byli na IV miejscu i mieli 6 punktów straty do II miejsca, które daje prawo gry w barażach o klasę A. Jednak mieli rozegrane 2 mecze mniej, czyli koniecznie musieli wygrać. Ich rywale byli na VIII miejscu i nie groził im już żaden awans. Pierwszy raz pojawiłem się na boisku w Karłowicach. Boisko to jest wyraźnie pochylone w jedną stronę. W I połowie gospodarze grali pod górkę. Mimo to do przerwy prowadzili 2-0. Myślałem, że w II połowie, grając z górki, odniosą łatwe zwycięstwo. Tymczasem w pierwszych minutach goście mieli przewagę i stworzyli kilka sytuacji bramkowych.
6 goli, 2 czerwone kartki i mnóstwo emocji, to nie opis meczu Bundesligi. Tak wyglądały derby gminy Skoroszyce, w których LZS Czarnolas zremisował 3-3 z Gromem Mroczkowa. Był to mecz nyskiej B klasy. Goście prowadzili już 3-1. I wtedy sędzia doprowadził do kuriozalnej sytuacji. Usunął z boiska zawodnika Gromu za drugą żółtą kartkę. Tylko, że on nie dostał pierwszej.
Była to fatalna pomyłka sędziego, który w innych sytuacjach radził sobie dobrze w prowadzeniu tego trudnego do sędziowania spotkania. Po przerwie grający w przewadze gospodarze zdołali doprowadzić do remisu. Pomimo, że ich zawodnik też dostał czerwoną kartkę w końcówce byli bliżsi zwycięstwa mając 3 dogodne sytuacje. Więcej o meczu + zdjęcia na mojewielkiemecze.wodip.opole.pl
Dzisiaj byłem na 2 meczach w Opolu. Oba rozegrano na tym samym boisku, czyli w Centrum Sportu. Był to mój debiut na tym obiekcie. Jest to kompleks boisk treningowych koło ulicy Północnej. Mecze te odbyły się na sztucznej nawierzchni. Rozegrano je w ramach regionalnego Pucharu Polski. W obu spotkaniach drużyny IV ligi opolsko-śląskiej grały z drużynami grupy II opolskiej ligi okręgowej. W meczach tych było widać, które drużyny występują w wyższych ligach. W pierwszym spotkaniu Odra Opole pokonała 5-1 LZS Proślice, choć do przerwy było 0-0. W II połowie zawodnicy z Proślic nie potrafili wyjść z własnej połowy. W drugim spotkaniu Rodło Opole przegrało z Victorią Chróścice 0-5.